Początek Nowego Roku skłania
do podsumowań. Aplikacja Empik GO informuje mnie, że w 2025 roku wysłuchałam
123 audiobooków (na siłowni, spacerach, w czasie sprzątania), co stanowi 25%
wzrost w stosunku do roku 2024. Inne cyfrowe
aplikacje też spieszą z informacjami, co czytałam, co oglądałam itd.…
A ja zadaję sobie pytanie – ile czasu poświęciłam na pracę. Moje dzieci droczą się ze mną mówiąc, że ja ciągle pracuję, ale czy mój pracodawca (Uniwersytet Warszawski) jest w stanie określić czas mojej pracy. Od lat wiem, że NIE i dlatego opublikowany w 2023 roku przez prof. Małgorzatę Gersdorf razem z dr Barbarą Godlewską-Bujok artykuł „Nomadyczność w cyfrowej erze pracy – wpływ na pojęcie miejsca i czasu pracy” wlał nadzieję do mojego serca. Odwołuję się do niego nie tylko w mojej ostatniej monografii Rafy zarządzania. Ludzie różnią się od śrubokrętów, ale także CIĄGLE na zajęciach z Przywództwa Strategicznego, które od lat prowadzę na Executive MBA.
Ja mówię to, co Panie napisały w artykule (cytuję) : „Procesy pracy się zmieniają, a
systemy prawa pracy próbują je regulować przy użyciu starych konstrukcji
prawnych, opracowanych w okresie dominacji pracy fabrycznej”, a
menedżerowie, których uczę, pytają mnie o rozwiązania.
Nie jestem prawnikiem, ale nie
mam wątpliwości, że zmiana ram prawnych jest konieczna. Uważam, że potrzebna
jest nam interdyscyplinarna debata pod roboczym tytułem „Wynagradzanie
pracy, której nie da się zdefiniować przez czas i miejsce jej wykonywania”.
Dlaczego? Postaram
się to wyjaśnić na 3 przykładach.
Współczesna gospodarka oparta
na wiedzy, relacjach, kreatywności i odpowiedzialności decyzyjnej coraz
wyraźniej ujawnia ograniczenia tego paradygmatu. Coraz większa część pracy nie
daje się bowiem jednoznacznie przypisać ani do konkretnego miejsca, ani do
wyraźnie wydzielonych ram czasowych. Rodzi to fundamentalne problemy zarówno z
ustaleniem istnienia stosunku pracy, jak i z uczciwym oraz racjonalnym
wynagradzaniem.
Przykład #1. Czas
pracy jako suma wykonywania i przygotowania
Przykład #2. Praca
doradcza jako relacja, a nie zbiór godzin
Jeszcze wyraźniej ograniczenia klasycznego podejścia do czasu pracy widać w przypadku pracy doradców najwyższej kadry zarządzającej. W dyskusjach z menedżerami na studiach EMBA podkreślamy znaczenie perspektywy zewnętrznej w podejmowaniu decyzji – co zostało udokumentowane m.in. w pracach noblisty Daniela Kahnemana. Rolą doradcy prezesa nie jest „wykonywanie zadań” w określonych godzinach, lecz słuchanie, zadawanie trafnych pytań, identyfikowanie słabych sygnałów i wspieranie procesu decyzyjnego.
Taka praca wymaga nie tylko
aktualnej wiedzy formalnej, lecz także rozległego doświadczenia z innych
organizacji oraz zdolności rozpoznawania wzorców – łączenia faktów, które
dla decydenta zanurzonego w bieżących problemach mogą pozostawać
niewidoczne. Studenci EMBA zarządzający często wielkimi organizacjami,
pytani o oczekiwania wobec doradców, obok kompetencji merytorycznych wskazują
przede wszystkim dyspozycyjność. Chcą mieć możliwość rozmowy poza
standardowymi godzinami pracy, intensywnie w okresach kryzysowych i
sporadycznie w czasie stabilizacji.
Pojawia się wówczas
zasadniczy problem wynagradzania. Relacja doradcza musi mieć charakter
długoterminowy, ponieważ skuteczność doradcy zależy od głębokiego poznania
umysłu prezesa: jego stylu decyzyjnego, mechanizmów obronnych, stylów
atrybucyjnych czy obszarów wypieranych ze świadomości. Nie jest to coaching,
lecz wspólne poszukiwanie najlepszych decyzji biznesowych, przy uwzględnieniu
poznawczych ograniczeń decydenta. Uczeni przeze mnie menedżerowie
podkreślają, że wynagrodzenie doradców powinno być powiązane z długofalowymi
wynikami organizacji – analogicznie do relacji zawodnik–trener. Trener medalisty olimpijskiego zarabia więcej
niż trener zawodnika, który nie zakwalifikował się na olimpiadę. W takim modelu
płaci się nie za czas, lecz za kwalifikacje, odpowiedzialność, dostępność i
współudział w sukcesie.
Przykład #3. Czas
pracy naukowców – problem nierozwiązywalny w obecnych ramach
Kodeks pracy nie uwzględnia
tej specyfiki. Nie oferuje narzędzi do sensownego liczenia czasu pracy osób,
których kluczowym narzędziem jest umysł, a efekty pracy pojawiają się
nieregularnie i często poza formalnymi godzinami. Próby mechanicznego
stosowania przemysłowych kategorii do pracy akademickiej prowadzą do fikcji
ewidencyjnych i frustracji pracowników.
Podsumowując: Opisane wyżej przykłady pokazują, że rosnąca część pracy we współczesnej
gospodarce nie może być uczciwie oceniana ani wynagradzana wyłącznie przez
pryzmat czasu i miejsca jej wykonywania. Coraz większego znaczenia
nabierają oprócz stale doskonalonych kompetencji takie kategorie jak
odpowiedzialność, dyspozycyjność, otwartość poznawcza, doświadczenie oraz
długofalowy wkład w rezultaty organizacji. Prawo pracy oraz praktyka
zarządzania wynagrodzeniami stoją przed koniecznością redefinicji pojęcia
pracy – w przeciwnym razie będą coraz bardziej rozmijać się z realiami pracy
opartej na wiedzy.

