-przed debatą „Rzeczpospolitej”

 


Dziś będę brała udział w debacie zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą”, zatytułowanej: „Sztuczna inteligencja w nauce. Wsparcie dla badań czy niebezpieczne narzędzie? Jak optymalnie wykorzystać AI?”.

Wczoraj (25 lutego 2026) przysłuchiwałam się wielogodzinnej AI Managers Conference 2026 o wdrażaniu AI w organizacjach. Wysłuchałam 9 paneli pod patronatem SGH z liderami z Allegro, PKO BP, ING, Polpharma.

Przed dzisiejszą debatą postanowiłam spisać, co mam do powiedzenia.


Zaśmiecenie internetu (naszego kolektywnego mózgu) halucynacjami AI

O problemie podpisywania się przez ludzi pod dostarczanymi przez AI halucynacjami nie będę mówić, bo myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi zagrożeń – i dużo ludzi na świecie pracuje nad agentami AI, którzy będą weryfikować AI. Są już pierwsze próby, np. Gemini, ale na razie musimy polegać na ludzkiej umiejętności krytycznego myślenia.


Co się stanie, gdy „kabel” zostanie przegryziony?

Konieczność zastosowania AI w biznesie była dla wszystkich panelistów wczorajszej konferencji oczywistością. Zastanawiali się jedynie nad tym, jak to robić, aby pokonywać bariery. Ani razu nie słyszałam obawy, że korzystając z technologii kontrolowanej w 100% przez gigantów technologicznych – która, jak wszyscy wiemy, jest bardzo kosztowna, ale udostępniana relatywnie tanio, ponieważ użytkownicy nie tylko korzystają, ale też uczą AI – możemy znaleźć się w pułapce.

Muszę przyznać, że ja cały czas mam z tyłu głowy pytanie: co się stanie wtedy – co na genialnym rysunku przedstawił Andrzej Mleczko – gdy zostanie odcięta energia elektryczna (niekoniecznie przez przegryzienie kabla jak na rysunku, ale np. przez niebotyczny wzrost kosztów)?

Firmy, które zastąpiły ludzi agentami AI, wtedy splajtują, ale co się stanie z wykształconymi „na AI” studentami, którzy stracą umiejętność pisania? Już widać, że przeładowane internetowymi treściami młode generacje coraz gorzej wypadają w testach kreatywności.

Nawet wczoraj na konferencji padło zdanie, że wraz ze wzrostem liczby piszących nie idzie wzrost liczby nowych treści – wykorzystanie AI raczej multiplikuje standardowe treści, niż wspomaga proces tworzenia nowych syntez. Oczywiście to zależy od tego, kto używa.

Wykładowca SGH mówił wczoraj, że 100% jego studentów pisze prace zaliczeniowe za pomocą AI. Ja też prawie wszystkie moje teksty proszę o poprawę wyłącznie literówek – bo nie znoszę przemycanych przez AI „udoskonaleń”, które często wypaczają moje intencje, a są tak eleganckie, że mój mózg ma kłopoty z ich wyłapywaniem.

Na moich zajęciach studentom zadaję pytania, na które AI nie zna odpowiedzi, np.: „Napisz 5 myśli, które chcesz z tych zajęć pamiętać za 2 lata”. Oczywiście można sobie wyobrazić, że ktoś wrzuci nagranie z zajęć i każe AI wybrać, ale to chyba nie jest opłacalne.


AI na uniwersytetach – czy potrzebne są szkolenia kadry?

Kiedyś uniwersytet był definiowany jako wspólnota ludzi poszukujących prawdy. Dziś uniwersytet jest odczuwany przez wielu jako wspólnota ludzi poszukujących sukcesu biznesowego, który osiąga się przez konkurencję między jednostkami i uczelniami; dominuje kultura audytu. Dąży się do maksymalizacji wydajności pracowników, często zwalniając tych, którzy nie spełniają przyjętych wskaźników efektywności. Mówi się więc o „kapitalizmie akademickim”.

Kiedy czytam, że należy wdrożyć proces szkoleń kadry akademickiej, myślę o tych firmach, które pokazały, że pracownicy nie chcą kolejnych szkoleń – chcą się uczyć od kolegów (ambasadorów zmiany?). Czy na uczelniach, na których – mimo moich postulatów – obowiązuje indywidualny system oceny, akademicy będą chcieli dzielić się wiedzą operacyjną? Oczywiście akademicy chętnie dzielą się wiedzą mającą ich podpis autorski.


Zmiana głównego celu uniwersytetów: z kumulacji wiedzy na rozwiązywanie problemów

Żyjemy w świecie gwałtownej eksplozji informacyjnej. W erze Internetu tempo akumulacji wiedzy rośnie wykładniczo, lecz nasze mózgi biologicznie pozostały niezmienione. Niezależnie od teoretycznych możliwości obliczeniowych mózgu, w sensie praktycznym okazują się one bardzo ograniczone. Wiedza staje się coraz bardziej rozproszona i wyspecjalizowana, dlatego zdolność do integrowania różnorodnej wiedzy stanowi zdecydowaną przewagę konkurencyjną dla tych, którzy potrafią to zrobić.

Nasze środowisko informacyjne gęstnieje z dnia na dzień – pozornie w niewielkim tempie, ale te małe zmiany kumulują się. Akademicy socjalizowani przed erą internetową często zapominają, że ich rola się zmieniła. Próbują prowadzić badania i uczyć tak jak robili to na początku wieku. Głównym celem uniwersytetów przez wieki była kumulacja wiedzy – przed erą uniwersytetów wiedza o budowaniu piramid czy rzymskich wodociągów po prostu przepadała.

Przy kumulacji wiedzy ważna była hierarchia – im ktoś pracował naukowo dłużej, tym był bardziej poważany, ponieważ udawało mu się zgromadzić więcej wiedzy (przed erą internetową widać to było też w profesorskich bibliotekach, które były mniej lub bardziej chętnie udostępniane asystentom). Internetowa demokratyzacja dostępu do wiedzy sprawiła, że mamy już na studiach kolejne pokolenie socjalizowane w przekonaniu, że nie potrzebuje pośredników w dostępie do wiedzy. Wszystkich nas cechuje usieciowiona przemądrzałość - wydaje nam się że skoro czytamy, to rozumiemy.  Rola nauczyciela ewoluuje z dostawcy wiedzy w rolę menedżera, trenera, coacha.

Powolny spadek znaczenia hierarchii już widać i czuć. Wyśmienity wykład inauguracyjny na UW w tym roku wygłosił doktorant. Prof. Andrzej Dragan, wygłaszając wykład inauguracyjny na Politechnice Gdańskiej, zamiast togi wybrał strój sportowy, a pojęcie relatywności wyjaśniał na pożyczonym od rektora berle. Wyraźnie czuć, że dla studentów nie ma większego znaczenia, czy mają zajęcia z profesorem, czy z praktykiem bez formalnego wykształcenia. Mnie ( profesora belwederskiego od 26 lat) to akurat cieszy ( byłam w końcu socjalizowana na matematyce).


Do czego próbujemy wykorzystywać AI w moim zespole?

Dokładnie tak jak w biznesie – do procesów, które sprawiają nam problem. W biznesie szuka się prostych, rutynowych działań do automatyzacji. W mojej pracy jest tego niewiele – bo nawet nie chciałabym oddać AI czytania prac studenckich. Niestety coraz częściej wygląda – jak słyszę od innych – że AI pisze za studentów i AI ocenia za wykładowców. Nadal uważam, że najważniejsza jest interakcja między ludźmi – tak abyśmy mogli patrzeć sobie w oczy.

Od dekad mam jednak trzy dręczące mnie problemy i razem z moim hybrydowym (AI + ludzie) zespołem pracujemy nad ich rozwiązaniem.

Problem 1 – najprostszy: przeszukiwanie moich zbiorów danych, tekstów… Dopiero w 2016 roku, w czasie zorganizowanej przeze mnie konferencji poświęconej OVERFLOW, w trakcie dyskusji panelowej z udziałem przedstawicieli pięciu wielkich firm, zrozumiałam, że biznes nie ma problemu z zalewem informacji, z którym ja się borykam. W biznesie kryterium jest jasne – są nim pieniądze. Projekty są zamykane. W moim życiu zawodowym cały czas mam mentalnie „otwarte” te same pytania, zgromadzone zbiory danych udzielające cząstkowych odpowiedzi. AI oczywiście nie będzie pomocne, jeśli nie uporządkuję nazewnictwa, listy tagów itd. To też podkreśla biznes – chaosu nie da się zautomatyzować.

Problem 2 – analiza danych w poszukiwaniu wieloczynnikowych wpływów interakcyjnych, które przepięknie zilustrował Lem w swojej jedynej powieści kryminalnej „Katar”.

Problem 3diagnoza psychologiczna różnic indywidualnych, która nadal jest dokonywana metodami opracowanymi w poprzednim stuleciu. Bardzo potrzebujemy zmiany dominującego paradygmatu ceteris paribus na ilościowe, eksperymentalne studia przypadków.

Problemy 2 i 3 dokładniej opisywałam w mojej ostatniej monografii.

https://www.wuw.pl/product-pol-20738-Rafy-metodologiczne-w-naukach-o-zarzadzaniu-ludzmi-PDF.html

 Bez AI nie da się ich rozwiązać, więc pracujemy intensywnie.


Podsumowując

Nie mam żadnych wątpliwości, że 30 listopada 2022 roku rozpoczęła się nowa era. Ludzie żyjący w czasach przełomu zwykle nie mają tej świadomości – to widać dopiero z perspektywy czasu.

Przyznaję, że należę do entuzjastów, choć bardzo boję się „przegryzienia kabla” – że obudzimy się pewnego dnia, dowiadując się, iż agenci AI są drożsi od ludzi. Szybkość rozwoju AI powoduje, że cały czas zastanawiam się, co się wydarzy do października, kiedy otwieramy nasz nowy kierunek studiów-  Zarządzanie ludźmi z wykorzystaniem AI.  AI zmienia się z miesiąca na miesiąc - ludzie NIE.


NIE dla feminatywów

 


29 stycznia w opinii o mojej pracy na UW przeczytałam, że PRACOWNICA… Rozumiem, że pisana jeszcze w 2025 opinia wyprzedziła zaprezentowany w styczniu tego roku przez kierownictwo resortu nauki „pakiet antydyskryminacyjny”, w którym m.in. narzuca się stosowanie feminatywów i używanie niedyskryminującego języka we wszystkich dokumentach, w tym w treści ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. (23-01-2026 https://forumakademickie.pl/kierownictwo-resortu-nauki-zaprezentowalo-pakiet-antydyskryminacyjny/)

Należę do pokolenia kobiet, które walczyło, aby płeć nie miała w pracy znaczenia. Tak jak w świecie anglosaskim, gdzie zmienia się chairman na chairperson, stewardess na flight attendant.

O dziwo -  w Polsce mamy silny ruch zupełnie w drugą stronę. Szczerze nie cierpię tej mody z 3 powodów:

  1. Nie chcę osobnych kategoryzacji wedle płci  (segregacja płci ważna jest w sporcie, ale nie w pracy).
  2. Nie rozumiem, jak mądra młoda kobieta chce być nazywana adiuntką – gdy jej męski odpowiednik (strasznie to brzmi) jest adiunktem. Gdy ktoś chce mnie nazywać panią profesorką – to mówię, że zgadzam się na tę formę tylko wtedy, gdy do moich kolegów będą się zwracać „panie profesorku”.
  3. W dobie zalewu sygnałowego, który totalnie przeciąża nasze mózgi, dublowanie określeń zabiera energię, która powinna być zużyta na zupełnie co innego. Przykład – prowadziłam przez dwa lata zajęcia, które miały tytuł „Budowanie mentorskiej relacji promotorów z doktorantami”. Nagle zmieniono mi tytuł na potworek: „Budowanie mentorskiej relacji  promotorów i promotorek z doktorantami  i doktorantkami”. Nie wiem, komu ten pierwszy tytuł przeszkadzał, ale skoro tak dbamy o inkluzywność, to nie możemy zapominać o osobach niebinarnych, więc uprościłam tytuł na : „Budowanie mentorskiej relacji między osobami promującymi a osobami kandydującymi do uzyskania stopnia doktora”.

Ciekawa jestem, która z tych wersji tytułu  przecież IDENTYCZNYCH zajęć wzbudza największe zaufanie.  Byłam bardzo ciekawa, czy tylko ja mam taką awersję , więc w 2022 roku zapytaliśmy o to w sumie ponad 1000 osób w różnym wieku. Dane przedstawione na rysunku  na początku postu pochodzą z rozprawy doktorskiej Magdy Simkowskiej-Gawron obronionej w czerwcu 2023.

Widzimy, że w mojej generacji (BB) w 2022 roku przeciwnych feminatywom było 63,9% kobiet i 56,9% mężczyzn. Jeżeli dodamy tych, którzy ani nie popierają ani nie są przeciw ( odpowiedzi Don’t Know na rysunku) to widzimy, że w mojej generacji ZA jest tylko 19,4% kobiet i 22,4% mężczyzn.   W badanej próbie respondenci należący do generacji BB, X i Y (N=616) zostali wylosowani z panelu pracowników województwa mazowieckiego z wykształceniem co najmniej średnim, respondenci należący do generacji Z (N=486) byli studentami WZ UW. Większość naszych studentów łączy studia z pracą zawodową, ale niewątpliwie nie mają jeszcze wielu doświadczeń. Wyraźnie widać, że to kobiety z generacji Z są promotorem( powinnam pewnie napisać promotorkami)  zmian językowych. Myślę, że nie rozumieją długofalowych konsekwencji, ale  wydaje mi się, że tego procesu komplikowania formami gramatycznymi naszego i tak trudnego języka zatrzymać się nie da.

Reformatorski drenaż energii polskiej nauki

  Profesorska wizyta studyjna Agnieszki Kacprzak i Przemka Hensla w Ann Arbor (właśnie dostałam od nich zdjęcia) na zaproszenie prof. Gonzal...