Związki prof. Roberta Zajonca ( University of Michigan, Stanford Uniwersity) z Uniwersytetem Warszawskim


 O doniosłości efektów pracy naukowej  profesora Roberta Zajonca  można przeczytać w naszym artykule opublikowanym w kwartalniku Uniwersytet Warszawski

Przeczytaj:  Przewrót kopernikański Roberta Zajonca



Tutaj przedstawię moje subiektywne spojrzenie zdobyte w czasie kilkunastoletniej współpracy, w czasie gdy pełniłam rolę najpierw wicedyrektora potem dyrektora Instytutu Studiów Społecznych. Efekty tej współpracy to dwa teksty: jeden opublikowany, drugi manuskrypt zatytułowany " Ignorance of Genocide: Two Surveys" ( autorzy  Brown, Wieczorkowska i Zajonc) nadal leży na mojej półce  i nigdy nie zostanie skończony ( choć polskie badania zostały wykonane). 
 


Poniżej treść listu, który napisałam przed laty  na wieść o śmierci profesora Zajonca.

3 grudnia 2008 odszedł od nas wielki uczony i niezwykły człowiek

 W 2002 w Review of General Psychology podano ranking 100 największych psychologów  XX wieku.  Pod uwagę brano zarówno  zmienne ilościowe ( liczbę cytowań w artykułach naukowych i podręcznikach, wyniki sondażu wśród 1725 członków American Psychological Society) jak i zmienne jakościowe (członkowstwo  w National Academy of Sciences, wyróżnienia przyznane przez American Psychological Association), używanie nazwiska badacza (ang.eponym) do opisu zjawiska. Pierwsze siedem miejsc zajęli kolejno: Skinner, Piaget, Freud, Bandura, Festinger i Rogers.  Nasz rodak Robert Zajonc – doktor honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, członek zagraniczny Polskiej Akademii Nauk - został sklasyfikowany na 35 pozycji wyprzedzając m.in., Simona (37),  Chomsky’ego (38)  Asha (41), Milgrama (46), Wechslera (51), Aronsona (78) i Tversky’ego ( 93) .

O tym, jak wielkim był uczonym ten, który uczył  Amerykanów wymowy swojego nazwiska mówiąc, że rymuje się z „science” ( nauka)  mogłam przekonać się nie tylko czytając literaturę przedmiotu ale w czasie osobistych kontaktów.

 Żegnając profesora Zajonca tym tekstem, nie będę omawiać dorobku naukowego – chciałabym napisać parę słów o Jego niezwykłej osobowości.  Przez ostatnie 18 lat miałam  przyjemność obserwowania jak pracuje, żyje. Choć Profesor bywał  w Polsce wcześniej, to tak naprawdę miałam okazję Go poznać, gdy jako jedna z piątki Polaków pojechałam na dwa miesiące do Ann Arbor na zajęcia z metodologii. To właśnie dzięki profesorowi Zajoncowi od 1990 roku rokrocznie paru młodych polskich doktorantów/doktorów  ma możliwość  uczenia się w metodologicznej szkole letniej organizowanej przez ICPSR (Inter-university Consortium for Political and Social Research). Współpraca naukowa rozpoczęta dzięki zaproszeniu Profesora spowodowała, że w ciągu kilkunastu lat spędziłam w Michigan w sumie ponad 12  miesięcy.  W czasie  gdy Bob był dyrektorem Institute for Social Research (ISR), codziennie przychodził do mojego pokoju, aby poćwiczyć swój polski, choć, gdy rozmowa schodziła na tematy zawodowe, szybko przechodził na angielski. Dostawał wiele książek od polskich naukowców, ale prawdą jest, że mówił, ale nie czytał po polsku. Gdy poprosiłam Go, aby został trzecim ( bo „zagranicznym”) recenzentem rozprawy doktorskiej Rafała Stefańskiego, to recenzje pisał na podstawie opracowania w języku angielskim. Miło było, gdy po obronie zapytał mnie, czy ta obrona była „typiczna”, ponieważ jej poziom uznał za godny najlepszego amerykańskiego uniwersytetu.

W 1994 po 44 latach pobytu w Ann Arbor przeniósł się na Uniwersytet Stanforda. Jego odejście wzbudziło wielki żal w Ann Arbor, gdzie nadal jest uważany za twórcę nie tylko potęgi ale i magii ISR. W chwili, gdy piszę te słowa, trwają przygotowania do  symbolicznego pogrzebu w Michigan (B.Zajonc memorial service).  Dziewięć lat wcześniej zorganizowano tam specjalną konferencję (Festschrift) ku jego czci, ma której Jego byli studenci i współpracownicy[1] usiłowali dociec, co napędza tego wybitnego uczonego. Opowiadali o swoich badaniach zainspirowanych kontaktem z Bobem, ale także - a może przede wszystkim - o specyfice Jego osobowości.

Podkreślano, że Bob był minimalistą – w najlepszym tego słowa znaczeniu - Jego prace słyną  z elegancji metod badawczych i klarowności wyjaśnień skomplikowanych fenomenów. Na tej konferencji wybitna badaczka kulturowych uwarunkowań osobowości a prywatnie jego druga – dużo od niego młodsza  - żona prof. Hazel Markus  upatrywała źródeł elegancji prac Boba w Jego dobrym przygotowaniu matematycznym wyniesionym z przedwojennego polskiego liceum. Jego prace charakteryzowało zawsze poszukiwanie regularności i uniwersaliów, cenił jasność i prostotę.

Był „minimalistą” w każdym  calu – nie tracił   czasu na „bezpłodną”  komunikację. Jego mejle były co najwyżej paro zdaniowe . Kiedy nie miał  nic interesującego do powiedzenia, po prostu nie odpowiadał.  Był surowy w osądach innych. Parę razy słyszałam, jak mówił  o kimś  uznanym, że ma on/a „mały  umysł ” ( s/he has a small mind). Ta jego „własność”  została  wykorzystana przez  Marka Baldwina, który  w eksperymencie  pokazał, że ekspozycja zdjęcia Zajonca powoduje spadek ocen własnych  prac u doktorantów  psychologii.  Profesor był  surowy, a jednak  doktoranci uwielbiali Go. Wszyscy mówili, że drzwi Jego gabinetu były zawsze dla nich otwarte. Zawsze chętnie słuchał ich, gdy mówili o swoich pomysłach badawczych. Jego pierwszy doktorant – prof. Eugene Burnstein  do dziś ze wzruszeniem opowiada, jak Bob spędził  parę dni w piwnicznym laboratorium pomagając mu zbudować sprzęt do eksperymentu.

Pracę naukową Zajonca charakteryzowało podejmowanie nowych, niepopularnych tematów. Zaczynał badać interesujące Go zjawisko, publikował inspirujące wyniki, a kiedy inni podążali za nim, On zmieniał obszar zainteresowań. Jak wyliczyła  Suzan Fiske,  takie zmiany Jego zainteresowań badawczych miały miejsce mniej więcej co 5 lat.   Wszyscy uczestnicy konferencji twierdzili jednomyślnie, że Zajonc wyznaczał trendy w psychologii społecznej.

Na mnie wielkie wrażenie  zrobiła na mnie końcowa  wypowiedź Jubilata, który stwierdził,  że źródłem Jego naukowej energii jest ….. irytacja. Powiedział, że nie może  znieść  głupoty .

Dobrym przykładem są badania facylitacji społecznej, w których uzyskiwano sprzeczne wyniki. Raz obecność  audytorium podnosiła,  a raz obniżała  poziom wykonania. Profesor rozwiązał tę sprzeczność wykazując eksperymentalnie, że otrzymywane różnice można wyjaśnić stopniem trudności wykonywanej czynności. Irytowało Go wyjaśnienie odwołujące się do lęku przed oceną obserwatorów, więc w kolejnym eksperymencie „osobami badanymi” były karaluchy.

Inną cechą, która oprócz wybitnej inteligencji, budziła podziw była Jego niesamowita zdolność koncentracji na wykonywanym zadaniu. Miałam przyjemność pracować z wieloma wybitnymi psychologami, ale nikt nie „wymuszał” takiego tempa w doprowadzaniu zadań do końca. Poprawki do wspólnego artykułu o wpływie kolejności urodzeń opublikowanego w Journal of Personality and Social Psychology powstały w rekordowym czasie.   Profesor nie pozwalał na ociąganie -  rano przed wyjściem do pracy znajdowałam w poczcie mejla z pytaniami wymagającymi wykonania dodatkowych analiz, a już  po południu dzwonił  pytając,  czemu jeszcze J nie odpowiedziałam  na list.

Obserwowałam  Jego styl zarządzania  w czasach, gdy był dyrektorem ISR – wszystko, co możliwe, starał się robić od razu, nie zapisywał - tylko przerywał rozmowę i wydawał polecenie sekretarce. Miał dużą łatwość w „wyrzucaniu do kosza” spraw nieistotnych – nie odkładał na później.

Rozmawiałam z Nim wiele godzin, ale nigdy nie  mówił o swoich przeżyciach wojennych. Trochę na ten temat wiedziałam od innych, najwięcej dowiedziałam się z pośmiertnego  artykułu w New York Timesie ( na początku wojny stracił  w bombardowaniach cala rodzinę).

Kiedy 11 września 2001 z powodu odwołanych  lotów  mój pobyt w Jego domu w Palo Alto  znacznie się przedłużył i przez cały dzień siedzieliśmy przed telewizorem, w którym powtarzano non stop nagrania ataków na World Trade Center, to Bob był najbardziej „przerażony”. Ani ja, ani Hazel nie przeżyłyśmy wojny, dla Boba to była powtórka  września 1939.

Może to z powodu tych nieodreagowanych emocji wojennych Profesor nie przyjeżdżał często do Polski jednocześnie ciesząc się, że Jego najlepszy przyjaciel prof. Eugene Burnstein pracuje  w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej Warszawie i uczy na Uniwersytecie Warszawskim. Jako dyrektor ISR zawsze wspierał wyjazdy do Polski amerykańskich doktorantów.

Gdy pierwszy raz powiedziałam Hazel Markus, że najmłodsze dziecko Boba  mieszka w Warszawie i ……nazywa się Instytut Studiów Społecznych  Bob umniejszał swoją rolę w powstaniu ISS podkreślając udział profesora Grzelaka – ówczesnego wiceministra MEN. Ale dziennikarzowi APA po Festschrifcie w 1998 powiedział, że utworzenie w Warszawie interdyscyplinarnego i stowarzyszonego z ISR instytutu uważa za jedno ze swoich największych osiągnięć. Wierzył, że  prace naukowe  powinny przekraczać sztuczne granice dyscyplin i krajów. Mam nadzieję, że wkrótce Instytut Studiów Społecznych otrzyma imię tego najwybitniejszego polskiego psychologa.  

 




[1] Referaty na tej konferencji wygłosili: Mark Baldwin, John Bargh, Jerome Bruner, John Cacioppo, Susan Fiske, Nico Frijda, Janusz Grzelak, E. Tory Higgins, Hazel Markus, Sheila Murphy, Claude Steele, Yaacov Trope, Grażyna Wieczorkowska.

 


Reformatorski drenaż energii polskiej nauki

  Profesorska wizyta studyjna Agnieszki Kacprzak i Przemka Hensla w Ann Arbor (właśnie dostałam od nich zdjęcia) na zaproszenie prof. Gonzal...