SESJA INFORMACYJNA
8 CZERWCA | poniedziałek 17:45 ONLINE
Zastanawiasz się, jak wygląda testowy egzamin wstępny i czego możesz spodziewać się po programie? Rekrutacja rusza 9 czerwca – nie warto czekać z podejmowaniem decyzji na ostatnią chwilę.
Aby zrozumieć dokąd idziemy ważne jest aby pamiętać o drodze, którą przeszliśmy. BARDZO rzadko piszę coś w mediach społecznościowych, bo nie chcę powiększać informacyjnego zalewu. Czasem coś mnie do tego zmusza - gdy chcę powiedzieć coś innego niż inni, gdy chcę utrwalić coś co jest warte utrwalenia.
Aktualizacja: 1 06.2026
Profesorska wizyta studyjna Agnieszki Kacprzak i Przemka
Hensla w Ann Arbor (właśnie dostałam od nich zdjęcia) na zaproszenie prof.
Gonzaleza uświadomiła mi, że już dawno miałam napisać o różnicach w pracy
naukowej na UoM i UW.
Nie wiem, czy to widać, słychać czy czuć, ale moja socjalizacja naukowa (7 lat przed i 7 lat po usamodzielnieniu, czyli habilitacji) miała miejsce na uniwersytetach zachodnich. Najpierw na Technical University w Berlinie Zachodnim, gdzie 5 lat pracowałam równolegle w 2 różnych zespołach badawczych kierowanych przez prof. Silbereisena i prof. Upmeyera (o konsekwencjach w ich różnych stylach kierowania pisałam w osobnym poście). Po zjednoczeniu Niemiec od 1990 roku „moim drugim ” uniwersytetem stał się University of Michigan w Ann Arbor. Drugim, bo dodatkowym poza UW miejscem pracy naukowej. Musiałam zadowolić się wieloma co 1-2 miesieęcznymi pobytami w USA niż długim pobytem wymagającym zabrania z sobą całej rodziny. Tylko raz, przez 4 miesiące, miałam na UW urlop bezpłatny i wtedy moim jedynym źródłem dochodów był „Berlin”.
A rady wydziału odbywają się w czasie przerwy lunchowej, gdzie ludzie jedzą i głosują, jeśli jest taka potrzeba.
Zupełnie inaczej niż u nas – długie,
obowiązkowe i liczne rady, nieliczne i nieobowiązkowe seminaria naukowe. Na
kampusie w Ann Arbor ciągle słychać dyskusje naukowe, a nie tak jak w Polsce,
gdzie króluje punktoza – i nie rozmawia się o rozwiązywanych/ rozwiązanych problemach tylko o liczbie punktów.
Napisała wtedy
do mnie m.in.: „Bardzo inspirujące wykłady i prezentacje naukowe (także sporo w
aspektach ekonomiczno-społecznych). Poznałam pracowników ISR, którzy są bardzo
sympatyczni i bardzo dobrze wspominają naszego Bartka Michałowicza. W
zeszłym tygodniu byłam już zaproszona na ich wewnętrzne seminarium dla
doktorantów w Ross School, a także na seminaria z gośćmi specjalnymi, np.
Christiny Bradley (psycholog z Yale, Center for Positive Organizations prof.
Ethana Krossa), prof. Balázs Kovács. Doktoranci
stąd też wciągnęli mnie na ich wewnętrzne spotkanie dotyczące badań. Masz
rację, tu jest taki niezwykły duch naukowy. Tu ciągle się dyskutuje na temat
badań i analiz. Nawet nie wiem, jak podziękować za to wszystko. Dla mnie to
niezwykły okres w życiu. Zupełnie nowa perspektywa i nie mogę się doczekać
kolejnych seminariów i wykładów. Dziękuję za przesłanie bardzo interesującego sprawozdania ze stażu w Ann Arbor Marioli Majchrak i linki do nagrań wykładów na WZ michigańskich profesorów Krossa i Kitayamy”.
To czemu w
rankingu szanghajskim – UoM od lat plasuje się około 25–35 miejsca, a my NIESTETY
kilkaset pozycji niżej?
Wszyscy
powiedzą, że to kwestia zainwestowanych w naukę pieniędzy. Pieniądze są
oczywiście ważne ( i są takie dyscypliny, gdzie bez "wypasionych" laboratoriów konkurencja jest BARDZO utrudniona) ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że energia polskich
naukowców jest systematycznie niszczona przez specyficznie „tylko??? polską”
skłonność do nieustających przetasowań instytucjonalnych.
Nie wiem, jak
jest w innych krajach europejskich, ale wiem, jak jest w Michigan, więc
ograniczę się do porównania UW z UoM.
Nazwa Centrum
mogłaby sugerować, że badają tam dynamikę zachowań grup. To była prawda w
latach 40. ubiegłego stulecia. Już w 1990 nikt się tym w RCDG nie zajmował, ale
nikomu nie przyszło do głowy, aby zamykać RCDG albo zmieniać nazwę. Dba
się o ciągłość nazwy mimo radykalnej zmiany treści badań, bo dba się o kapitał reputacyjny (brand instytucjonalny).
Nazwy takie jak
„Group Dynamics”, „Survey Research Center” mają historyczną wagę i
rozpoznawalność. Zmiana nazwy to utrata kapitału
naukowego.
Zamiast
zmieniać nazwę, dokonuje się reinterpretacji / rozszerzenia znaczenia. Dziś w
RCDG bada się np. także determinanty zdrowego starzenia (z użyciem
biosensorów), czyli zakres prowadzonych badań został radykalnie rozszerzony i
przekształcony.
Nuda… W Polsce za to ciągle rewolucje proceduralne, zmiany nazw…
Dziś
będę brała udział w debacie zorganizowanej przez „Rzeczpospolitą”,
zatytułowanej: „Sztuczna inteligencja w nauce. Wsparcie dla badań czy
niebezpieczne narzędzie? Jak optymalnie wykorzystać AI?”.
Wczoraj
(25 lutego 2026) przysłuchiwałam się wielogodzinnej AI Managers Conference 2026
o wdrażaniu AI w organizacjach. Wysłuchałam 9 paneli pod patronatem SGH z
liderami z Allegro, PKO BP, ING, Polpharma.
Przed
dzisiejszą debatą postanowiłam spisać, co mam do powiedzenia.
O
problemie podpisywania się przez ludzi pod dostarczanymi przez AI halucynacjami
nie będę mówić, bo myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi zagrożeń – i dużo ludzi
na świecie pracuje nad agentami AI, którzy będą weryfikować AI. Są już pierwsze
próby, np. Gemini, ale na razie musimy polegać na ludzkiej umiejętności
krytycznego myślenia.
Konieczność
zastosowania AI w biznesie była dla wszystkich panelistów wczorajszej
konferencji oczywistością. Zastanawiali się jedynie nad tym, jak to robić, aby
pokonywać bariery. Ani razu nie słyszałam obawy, że korzystając z technologii
kontrolowanej w 100% przez gigantów technologicznych – która, jak wszyscy
wiemy, jest bardzo kosztowna, ale udostępniana relatywnie tanio, ponieważ
użytkownicy nie tylko korzystają, ale też uczą AI – możemy znaleźć się w
pułapce.
Muszę
przyznać, że ja cały czas mam z tyłu głowy pytanie: co się stanie wtedy – co na
genialnym rysunku przedstawił Andrzej Mleczko – gdy zostanie odcięta energia
elektryczna (niekoniecznie przez przegryzienie kabla jak na rysunku, ale np.
przez niebotyczny wzrost kosztów)?
Firmy,
które zastąpiły ludzi agentami AI, wtedy splajtują, ale co się stanie z
wykształconymi „na AI” studentami, którzy stracą umiejętność pisania? Już
widać, że przeładowane internetowymi treściami młode generacje coraz gorzej
wypadają w testach kreatywności.
Nawet
wczoraj na konferencji padło zdanie, że wraz ze wzrostem liczby piszących nie
idzie wzrost liczby nowych treści – wykorzystanie AI raczej multiplikuje
standardowe treści, niż wspomaga proces tworzenia nowych syntez. Oczywiście to
zależy od tego, kto używa.
Wykładowca
SGH mówił wczoraj, że 100% jego studentów pisze prace zaliczeniowe za pomocą
AI. Ja też prawie wszystkie moje teksty proszę o poprawę wyłącznie literówek –
bo nie znoszę przemycanych przez AI „udoskonaleń”, które często wypaczają moje
intencje, a są tak eleganckie, że mój mózg ma kłopoty z ich wyłapywaniem.
Na
moich zajęciach studentom zadaję pytania, na które AI nie zna odpowiedzi, np.:
„Napisz 5 myśli, które chcesz z tych zajęć pamiętać za 2 lata”. Oczywiście
można sobie wyobrazić, że ktoś wrzuci nagranie z zajęć i każe AI wybrać, ale to
chyba nie jest opłacalne.
Kiedyś
uniwersytet był definiowany jako wspólnota ludzi poszukujących prawdy. Dziś
uniwersytet jest odczuwany przez wielu jako wspólnota ludzi poszukujących
sukcesu biznesowego, który osiąga się przez konkurencję między jednostkami i
uczelniami; dominuje kultura audytu. Dąży się do maksymalizacji wydajności
pracowników, często zwalniając tych, którzy nie spełniają przyjętych wskaźników
efektywności. Mówi się więc o „kapitalizmie akademickim”.
Kiedy
czytam, że należy wdrożyć proces szkoleń kadry akademickiej, myślę o tych
firmach, które pokazały, że pracownicy nie chcą kolejnych szkoleń – chcą się
uczyć od kolegów (ambasadorów zmiany?). Czy na uczelniach, na których – mimo
moich postulatów – obowiązuje indywidualny system oceny, akademicy będą chcieli
dzielić się wiedzą operacyjną? Oczywiście akademicy chętnie dzielą się wiedzą
mającą ich podpis autorski.
Żyjemy w świecie gwałtownej eksplozji informacyjnej. W erze Internetu tempo akumulacji wiedzy rośnie wykładniczo, lecz nasze mózgi biologicznie pozostały niezmienione. Niezależnie od teoretycznych możliwości obliczeniowych mózgu, w sensie praktycznym okazują się one bardzo ograniczone. Wiedza staje się coraz bardziej rozproszona i wyspecjalizowana, dlatego zdolność do integrowania różnorodnej wiedzy stanowi zdecydowaną przewagę konkurencyjną dla tych, którzy potrafią to zrobić.
Nasze środowisko informacyjne gęstnieje z dnia na dzień – pozornie w niewielkim tempie, ale te małe zmiany kumulują się. Akademicy socjalizowani przed erą internetową często zapominają, że ich rola się zmieniła. Próbują prowadzić badania i uczyć tak jak robili to na początku wieku. Głównym celem uniwersytetów przez wieki była kumulacja wiedzy – przed erą uniwersytetów wiedza o budowaniu piramid czy rzymskich wodociągów po prostu przepadała.
Przy kumulacji wiedzy ważna była hierarchia – im ktoś pracował naukowo dłużej, tym był bardziej poważany, ponieważ udawało mu się zgromadzić więcej wiedzy (przed erą internetową widać to było też w profesorskich bibliotekach, które były mniej lub bardziej chętnie udostępniane asystentom). Internetowa demokratyzacja dostępu do wiedzy sprawiła, że mamy już na studiach kolejne pokolenie socjalizowane w przekonaniu, że nie potrzebuje pośredników w dostępie do wiedzy. Wszystkich nas cechuje usieciowiona przemądrzałość - wydaje nam się że skoro czytamy, to rozumiemy. Rola nauczyciela ewoluuje z dostawcy wiedzy w rolę menedżera, trenera, coacha.
Powolny spadek znaczenia hierarchii już widać i czuć. Wyśmienity wykład inauguracyjny na UW w tym roku wygłosił doktorant. Prof. Andrzej Dragan, wygłaszając wykład inauguracyjny na Politechnice Gdańskiej, zamiast togi wybrał strój sportowy, a pojęcie relatywności wyjaśniał na pożyczonym od rektora berle. Wyraźnie czuć, że dla studentów nie ma większego znaczenia, czy mają zajęcia z profesorem, czy z praktykiem bez formalnego wykształcenia. Mnie ( profesora belwederskiego od 26 lat) to akurat cieszy ( byłam w końcu socjalizowana na matematyce).
Dokładnie
tak jak w biznesie – do procesów, które sprawiają nam problem. W biznesie szuka
się prostych, rutynowych działań do automatyzacji. W mojej pracy jest tego
niewiele – bo nawet nie chciałabym oddać AI czytania prac studenckich. Niestety
coraz częściej wygląda – jak słyszę od innych – że AI pisze za studentów i AI
ocenia za wykładowców. Nadal uważam, że najważniejsza jest interakcja między
ludźmi – tak abyśmy mogli patrzeć sobie w oczy.
Od
dekad mam jednak trzy dręczące mnie problemy i razem z moim hybrydowym (AI +
ludzie) zespołem pracujemy nad ich rozwiązaniem.
Problem
1 – najprostszy: przeszukiwanie moich zbiorów danych,
tekstów… Dopiero w 2016 roku, w czasie zorganizowanej przeze mnie konferencji
poświęconej OVERFLOW, w trakcie dyskusji panelowej z udziałem przedstawicieli
pięciu wielkich firm, zrozumiałam, że biznes nie ma problemu z zalewem
informacji, z którym ja się borykam. W biznesie kryterium jest jasne – są
nim pieniądze. Projekty są zamykane. W moim życiu zawodowym cały czas
mam mentalnie „otwarte” te same pytania, zgromadzone zbiory danych udzielające
cząstkowych odpowiedzi. AI oczywiście nie będzie pomocne, jeśli nie uporządkuję
nazewnictwa, listy tagów itd. To też podkreśla biznes – chaosu nie da się
zautomatyzować.
Problem
2 – analiza danych w poszukiwaniu wieloczynnikowych
wpływów interakcyjnych, które przepięknie zilustrował Lem w swojej jedynej
powieści kryminalnej „Katar”.
Problem
3 – diagnoza psychologiczna różnic indywidualnych,
która nadal jest dokonywana metodami opracowanymi w poprzednim stuleciu. Bardzo
potrzebujemy zmiany dominującego paradygmatu ceteris paribus na
ilościowe, eksperymentalne studia przypadków.
Problemy 2 i 3 dokładniej
opisywałam w mojej ostatniej monografii.
https://www.wuw.pl/product-pol-20738-Rafy-metodologiczne-w-naukach-o-zarzadzaniu-ludzmi-PDF.html
Nie
mam żadnych wątpliwości, że 30 listopada 2022 roku rozpoczęła się nowa era.
Ludzie żyjący w czasach przełomu zwykle nie mają tej świadomości – to widać
dopiero z perspektywy czasu.
Przyznaję,
że należę do entuzjastów, choć bardzo boję się „przegryzienia kabla” – że
obudzimy się pewnego dnia, dowiadując się, iż agenci AI są drożsi od ludzi. Szybkość rozwoju AI powoduje, że cały czas zastanawiam się, co się wydarzy do października, kiedy otwieramy nasz nowy kierunek studiów- Zarządzanie ludźmi z wykorzystaniem AI. AI zmienia się z miesiąca na miesiąc - ludzie NIE.
29 stycznia w opinii o mojej pracy na UW przeczytałam, że
PRACOWNICA… Rozumiem, że pisana jeszcze w 2025 opinia wyprzedziła
zaprezentowany w styczniu tego roku przez kierownictwo resortu nauki „pakiet
antydyskryminacyjny”, w którym m.in. narzuca się stosowanie feminatywów i
używanie niedyskryminującego języka we wszystkich dokumentach, w tym w treści
ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. (23-01-2026 https://forumakademickie.pl/kierownictwo-resortu-nauki-zaprezentowalo-pakiet-antydyskryminacyjny/)
Należę do pokolenia kobiet, które walczyło, aby płeć nie
miała w pracy znaczenia. Tak jak w świecie anglosaskim, gdzie zmienia się
chairman na chairperson, stewardess na flight attendant.
O dziwo - w Polsce
mamy silny ruch zupełnie w drugą stronę. Szczerze nie cierpię tej mody z 3
powodów:
Ciekawa jestem, która z tych wersji tytułu przecież IDENTYCZNYCH zajęć wzbudza największe
zaufanie. Byłam bardzo ciekawa, czy
tylko ja mam taką awersję , więc w 2022 roku zapytaliśmy o to w sumie ponad
1000 osób w różnym wieku. Dane przedstawione na rysunku na początku postu pochodzą z rozprawy doktorskiej Magdy
Simkowskiej-Gawron obronionej w czerwcu 2023.
Widzimy, że w mojej generacji (BB) w 2022 roku przeciwnych feminatywom było 63,9% kobiet i 56,9% mężczyzn. Jeżeli dodamy tych, którzy ani nie popierają ani nie są przeciw ( odpowiedzi Don’t Know na rysunku) to widzimy, że w mojej generacji ZA jest tylko 19,4% kobiet i 22,4% mężczyzn. W badanej próbie respondenci należący do generacji BB, X i Y (N=616) zostali wylosowani z panelu pracowników województwa mazowieckiego z wykształceniem co najmniej średnim, respondenci należący do generacji Z (N=486) byli studentami WZ UW. Większość naszych studentów łączy studia z pracą zawodową, ale niewątpliwie nie mają jeszcze wielu doświadczeń. Wyraźnie widać, że to kobiety z generacji Z są promotorem( powinnam pewnie napisać promotorkami) zmian językowych. Myślę, że nie rozumieją długofalowych konsekwencji, ale wydaje mi się, że tego procesu komplikowania formami gramatycznymi naszego i tak trudnego języka zatrzymać się nie da.
Ja mówię to, co Panie napisały w artykule (cytuję) : „Procesy pracy się zmieniają, a
systemy prawa pracy próbują je regulować przy użyciu starych konstrukcji
prawnych, opracowanych w okresie dominacji pracy fabrycznej”, a
menedżerowie, których uczę, pytają mnie o rozwiązania.
Nie jestem prawnikiem, ale nie
mam wątpliwości, że zmiana ram prawnych jest konieczna. Uważam, że potrzebna
jest nam interdyscyplinarna debata pod roboczym tytułem „Wynagradzanie
pracy, której nie da się zdefiniować przez czas i miejsce jej wykonywania”.
Współczesna gospodarka oparta
na wiedzy, relacjach, kreatywności i odpowiedzialności decyzyjnej coraz
wyraźniej ujawnia ograniczenia tego paradygmatu. Coraz większa część pracy nie
daje się bowiem jednoznacznie przypisać ani do konkretnego miejsca, ani do
wyraźnie wydzielonych ram czasowych. Rodzi to fundamentalne problemy zarówno z
ustaleniem istnienia stosunku pracy, jak i z uczciwym oraz racjonalnym
wynagradzaniem.
Jeszcze wyraźniej ograniczenia klasycznego podejścia do czasu pracy widać w przypadku pracy doradców najwyższej kadry zarządzającej. W dyskusjach z menedżerami na studiach EMBA podkreślamy znaczenie perspektywy zewnętrznej w podejmowaniu decyzji – co zostało udokumentowane m.in. w pracach noblisty Daniela Kahnemana. Rolą doradcy prezesa nie jest „wykonywanie zadań” w określonych godzinach, lecz słuchanie, zadawanie trafnych pytań, identyfikowanie słabych sygnałów i wspieranie procesu decyzyjnego.
Taka praca wymaga nie tylko
aktualnej wiedzy formalnej, lecz także rozległego doświadczenia z innych
organizacji oraz zdolności rozpoznawania wzorców – łączenia faktów, które
dla decydenta zanurzonego w bieżących problemach mogą pozostawać
niewidoczne. Studenci EMBA zarządzający często wielkimi organizacjami,
pytani o oczekiwania wobec doradców, obok kompetencji merytorycznych wskazują
przede wszystkim dyspozycyjność. Chcą mieć możliwość rozmowy poza
standardowymi godzinami pracy, intensywnie w okresach kryzysowych i
sporadycznie w czasie stabilizacji.
Pojawia się wówczas
zasadniczy problem wynagradzania. Relacja doradcza musi mieć charakter
długoterminowy, ponieważ skuteczność doradcy zależy od głębokiego poznania
umysłu prezesa: jego stylu decyzyjnego, mechanizmów obronnych, stylów
atrybucyjnych czy obszarów wypieranych ze świadomości. Nie jest to coaching,
lecz wspólne poszukiwanie najlepszych decyzji biznesowych, przy uwzględnieniu
poznawczych ograniczeń decydenta. Uczeni przeze mnie menedżerowie
podkreślają, że wynagrodzenie doradców powinno być powiązane z długofalowymi
wynikami organizacji – analogicznie do relacji zawodnik–trener. Trener medalisty olimpijskiego zarabia więcej
niż trener zawodnika, który nie zakwalifikował się na olimpiadę. W takim modelu
płaci się nie za czas, lecz za kwalifikacje, odpowiedzialność, dostępność i
współudział w sukcesie.
Kodeks pracy nie uwzględnia
tej specyfiki. Nie oferuje narzędzi do sensownego liczenia czasu pracy osób,
których kluczowym narzędziem jest umysł, a efekty pracy pojawiają się
nieregularnie i często poza formalnymi godzinami. Próby mechanicznego
stosowania przemysłowych kategorii do pracy akademickiej prowadzą do fikcji
ewidencyjnych i frustracji pracowników.
Podsumowując: Opisane wyżej przykłady pokazują, że rosnąca część pracy we współczesnej
gospodarce nie może być uczciwie oceniana ani wynagradzana wyłącznie przez
pryzmat czasu i miejsca jej wykonywania. Coraz większego znaczenia
nabierają oprócz stale doskonalonych kompetencji takie kategorie jak
odpowiedzialność, dyspozycyjność, otwartość poznawcza, doświadczenie oraz
długofalowy wkład w rezultaty organizacji. Prawo pracy oraz praktyka
zarządzania wynagrodzeniami stoją przed koniecznością redefinicji pojęcia
pracy – w przeciwnym razie będą coraz bardziej rozmijać się z realiami pracy
opartej na wiedzy.
Mój pracodawca ( Wydział Zarządzania UW) oczekuje, że opiszę swoje zawodowe osiągnięcia
Wygląda to mniej więcej tak:
Prof. dr hab.
Grażyna WiW [Wieczorkowska Wierzbińska]
jest absolwentką Wydziału Matematyki, Mechaniki i Informatyki Uniwersytetu
Warszawskiego ( dyplom mgr z wyróżnieniem), która zafascynowana psychologią
kliniczną poświeciła swoje życie zawodowe rozwiązywaniu zagadek
psychologicznych. Od 25 lat jest profesorem tytularnym w dyscyplinie:
psychologia.
Jest autorką kilkunastu
książek (m.in. Skalowanie wielowymiarowe jako metoda badania
percepcji, Punktowe i przedziałowe reprezentacje celu, Inteligencja
motywacyjna: mądre strategie wyboru celu i sposobu działania, Kontrola
naszych myśli i uczuć – z Elliotem Aronsonem, Statystyka: od teorii do
praktyki – z Jerzym Wierzbińskim, Kierowanie motywacją: rola myśli,
emocji i zachowania, Psychologiczne ograniczenia; Rafy psychologiczne
zarządzania. Ludzie różnią się od śrubokrętów; Rafy metodologiczne w naukach o
zarządzaniu ludźmi). Publikowała także artykuły naukowe we współpracy z
wybitnymi psychologami amerykańskimi (m.in z R. Zajoncem; D. Hamiltonem; E.
Burnsteinem ) m.in. w takich renomowanych czasopismach, jak „Psychological
Science”, „Journal of Personality and Social Psychology”, „Personality and
Social Psychology Bulletin”. Pełniła funkcję Associate Editor „ European
Management Journal”
Od 1981 pracuje na Uniwersytecie
Warszawskim : do 2008 na Wydziałe Psychologii ; od października 2008 na Wydziale Zarządzania UW [ w latach 2008-2011 w
Zakładzie Metod
Kierowała (1993-2001 - jako
dyrektor lub wicedyrektor) Instytutem Studiów Społecznych UW. Była założycielem
i pierwszym (1997- 2005) dyrektorem Centrum Otwartej i Multimedialnej Edukacji
Uniwersytetu Warszawskiego.Kierowała Radami Naukowymi: Centrum Europejskiego,
ISS, COME (2005-2024). Była członkiem Rady Programowej Radia KAMPUS (2005-
2008) i Rady Naukowej Dziedzin 2020-2024, która proceduje interdyscyplinarne
przewody doktorskie.Rady Dziedzin . Była
członkiem Rady Dyscypliny Zarządzanie
(2016-2024).
Kierowała WISE [Warsaw
International Summer Education 1998-2003], w 2014 była autorką koncepcji i
wykładowcą Warszawskiej Szkoły Analizy Danych.
Kierowała sześcioma dużymi
projektami badawczymi dotyczącymi m.in. strategii działania i adaptacji do
zmiany systemowej, poziomu alfabetyzmu funkcjonalnego, w tym 6
letnim projektem (2017-2023) finansowanym przez fundusze europejskie <Zarządzanie
wielokulturowe w erze globalizacji> POWR.03.02.00-IP.08.00-DOK/16 ,
który zakończył się 17 obronami rozpraw doktorskich (wszystkie rozprawy w
języku angielskim, w tym 7 cudzoziemców) .
Od kilkunastu lat jej praca koncentruje się
na wykorzystywaniu wiedzy akademickiej w konkretnych sytuacjach biznesowych. Poza pracą
naukowo-dydaktyczną pracuje z klientami w zakresie strategicznego
projektowania przyszłości. Kilkanaście lat współpracowała z Altkom Akademią
prowadząc wykłady, szkolenia, badania diagnostyczne m.in. efektywności
zespołowej.
Jej najnowsze
badania dotyczą zastosowania AI do diagnozy opartej na ilościowych,
eksperymentalnych studiach przypadków.
Ukazał się - na szczęście w wolnym dostępie drugi tom z zaplanowanej trylogii. Dostęp:
https://www.wuw.pl/product-pol-20738-Rafy-metodologiczne-w-naukach-o-zarzadzaniu-ludzmi-PDF.html
Podręczniki nie różnicują metodologii ze względu na to czy obiektem badań są zasoby rzeczowe, czy ludzie. Autorka, prowadząca badania ludzi i ucząca analiz danych od ponad 40 lat, opisała w monografii RAFY (zagrożenia), których brak świadomości powoduje, że rozwój nauk społecznych nie jest tak dynamiczny, jak skok technologiczny, którego doświadczamy na każdym kroku.
Po przeczytaniu monografii zapamiętamy, że:
(1) ludzi można wylosować, ale nie można ich zmusić, aby dali się „zmierzyć”;
(2) ludzie nie reagują na bodźce, np. instrukcję, lecz na ich własną interpretację;
(3) zróżnicowanie poznawczych, emocjonalnych i behawioralnych reakcji badanych ludzi na ten sam bodziec jest dużo większe niż reakcji biologicznych.
Reakcja ciała na zastrzyk uspokajający jest łatwa do przewidzenia, natomiast reakcja na komunikat uspokajający może zakończyć się efektem asymilacji (badany uspokaja się) lub kontrastu (badany zostaje zirytowany). Wśród omówionych raf opis ograniczeń ludzkich ewaluatorów powinien wzbudzić najwięcej refleksji i wpłynąć na przebieg procesów rekrutacji i ewaluacji. Książka kończy się vademecum badacza opinii – niezbędnikiem wiedzy dla każdego, kto chce układać ankietę i analizować jej wyniki. Czytając, można utrwalać wiedzę, rozwiązując krzyżówki.
Monografia jest ważnym metodologicznym uzupełnieniem dla Czytelników RAF ZARZĄDZANIA. Ludzie różnią się od śrubokrętów.
Publikacja na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 PL (CC BY 3.0 PL) (pełna treść wzorca dostępna pod adresem: http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/pl/legalcode).
******
#metodologia
9 czerwca rusza rekrutacja na nasz NOWY kierunek magisterski: ZARZĄDZANIE ludźmi z wykorzystaniem AI SESJA INFORMACYJNA 8 CZERWCA | ponied...